Leciałem na życiówkę… . O tym, jak ważna jest droga, a nie cel!

Celowo ustawiłem taki tytuł! Cel jest ważny ! Tak jest ważny! Lecz istotna jest także droga, jaką pokonujemy podczas dążenia do celu!

Nie obawiaj się porażki – to nie porażka, ale mało ambitny cel jest błędem. W wielkiej próbie honorowo jest nawet polec.

Bruce Lee

 

Tytuł piękny, pełen odwagi i determinacji. W ostatnią niedzielę biegłem, a właściwie przetrwałem Orlen Warsaw Marathon. Dlaczego o tym piszę i jaki to ma mieć sens dla Ciebie, chcę wyjaśnić Tobie znaczenie tytułu tego artykułu. Wielokrotnie słyszałem, że nie ważny jest cel, ważna jest droga! Wiem o co chodzi w tym stwierdzeniu i doskonale sobie zdaję sprawę na czym to polega ale ….

Ostatni maraton był dla mnie drogą przetrwania, gdzie w połowie drogi zderzyłem się z moimi słabościami. Nie nie, ja się nie zderzyłem, ja się roz**** . Zaraz się dowiesz dlaczego tak ostro to napisałem.

Przed samym maratonem miałem dobre przygotowanie siłowe, wytrzymałościowe za co dziękuję mojemu trenerowi Piotrowi Stasiukowi. Kawał dobrej roboty został przekazany w sposób mentalny i fizyczny. Badania przed biegiem także wykonane, no i tutaj były pewne zastrzeżenia, które starałem się nadrabiać przed biegiem. Byłem pewny siebie i miałem rozpisany plan na bieg: kiedy pić wodę, łykać żele, jeść banany, kiedy przyśpieszyć itp. Dobre motywacje od znajomych na podnoszenie swojej pewności siebie. Wszystko wskazywało, że to będzie piękny wynik. Radość, duma i czas 3:59 h był do wykonania, a nawet 3:45, co to dla mnie!Screenshot 2015-05-01 14.57.41

Teraz proszę czytaj uważnie, zobacz jak niespodziewanie zbliżała się małymi krokami moja lekcja życia. 

Bieg zacząłem trochę szybszym tempem. Pierwsze 1.5 km spoko, trzymam tempo, po chwili odłączam się od moich Runners Mate i mówię, że lecę swoim tempem. Biegnę i koło 10 km coś czuję lekką kolkę oraz jakieś małe kłócie w brzuchu, zwalniam, oddycham swobodniej, wszystko mija. Koło 15 km czuję coraz większe rewolucje w brzuchu i ból w dolnych partiach brzucha. Dobra biorę już drugi żel, taki mam plan, więc lecę według planu.zaskoczenie

Tak jak fotograf złapał mnie na tym zdjęciu tak mnie zaskoczył ten maraton 🙂

OK, teraz do konkretów, 19 km i zaczyna być bardzo ciężko, spore kłucie w brzuchu, lecz lecę dalej. Koło 21 km zbieg, odpocznę (myślę sobie), odpocząłem i teraz to dopiero polecę. Koniec zbiegu, zaczyna się prosta i nagle czuję, że zaczyna mnie odcinać! Odcinać, czyli zawrót głowy, mdłości, świat się kręci, a na przeciwko mnie stoi ambulans, oooo przeznaczenie :)! Wiem kiedy kończyć! Zwalniam idę i oddycham głęboko, po 100 m znów truchtam ale bez żadnej wiary i siły, wiedziałem, że jak na moment stanę to zakończę bieg! Wiedziałem, że jak stanę pochylę się i oprę o kolana, to bon voyage Paweł! Powoli lecę, widzę wszystkich wyprzedzających mnie, frustracja narasta bo widzę, jak realnie zostaję w tyle. Widzisz, że jesteś wolniejszy, a wszyscy idą na przód. Tak, wiem, wiem, lecz w momencie kiedy o mało co nie padłeś, to myśli i emocje trochę ciężko się zbiera, a nawet jest to cud jak zaczniesz myśleć pozytywnie! Przed chwilą prawie padłeś na kolana i dostałeś pięknego fronta w twarz, a tu nagle zacznij myśleć pozytywnie!

Przez następne 5 km, w głowie myśli typu “zaraz znów mnie odetnie”, “k*wa to dopiero połowa”, “nie dam rady”, “znów czuje, że mnie odcina”, “może zadzwonię do trenera, może on pomoże”. Nie, do nikogo nie dzwoniłem, walczyłem sam ze sobą! Biegłem i szedłem, biegłem i szedłem, co raz gorzej, krok za krokiem, wdech za wdechem. Uspokajałem oddech i po chwili znów czuję, zawroty, kłucie w brzuchu i chęć wymiotów. W międzyczasie obok mnie przeleciały dwie karetki. Ambulanse były takimi wymówkami, “Jak padniesz to cię zabiorą!” i widzisz w głowie moment jak padasz na twarz i kończysz tą bolączkę, widziałem to z 20 razy i chciałem paść. To by było takie łatwe! Okazja była piękna, maraton, no co, ma prawo nie wyjść!

km

Szukałem sposobów aby zażegnać ten kryzys….

Jak pokonałem te przeciwności!?

– Jednym ze sposobów było to, że dzień wcześniej nagrałem swoje motywacje i mantry jakie miałem powtarzać podczas biegu. Jedna trwała 6 minut, druga trwała 2-3 minuty. Pomagało, podczas takiego wysiłku zrozumiałem, jak ważne jest tempo słów, muzyka, słowa i odniesienie do rzeczy jaką robisz. Przesłuchałem to z 3-4 razy, wiedziałem, że to nie wystarczy. W takich momentach kiedy jest ciężko zebrać pozytywne/wspierające myśli, ważne jest ,to aby słyszeć siebie, jak mówisz pozytywne słowa, które są pełne energii! CLICK!!

– Drugim sposobem było spożycie, większej ilości żeli, bananów i wody! Wziąłem w mniejszym odstępie czasu więcej i zaczęło działać. Dawka była spora i organizm to odczuł. Poczułem moc! 

– Trzecią rzeczą była modlitwa. Nie wiem jak to się stało, lecz w momencie jak zacząłem się modlić, zaczynało być lżej. Nie będę w tym momencie pisał, iż mój Anioł Stróż mi pomógł, ponieważ tego nie wiem na 100%. Jedną rzecz jaką wiem to, to, że w tym samym momencie moje myśli były ustawione na tryb neutralny, a w dalszym momencie na pozytywny. Nie ściągałem na siebie tych wszystkich trucizn i toksyn, którymi karmiłem swój umysł przez ostatnie 10 km! TAK, pozytywne myślenie w momentach, kiedy w nic nie wierzysz jest możliwe, ja mam swój sposób, a TY?

11207789_851065788296355_1685766392_o

Szukałem możliwości aby wspierać siebie samego. Od chwili jak to wszystko się zaczęło, aż do mety, minął czas około 2 godzin i 40 minut. Przez ten cały okres, czyli 160 minut, cały czas toczyłem sam ze sobą walkę, zejść, nie zejść, zejść nie zejść, daleko ooooo k**a jak daleko. Frustracja była ogromna, byłem ekstremalnie wkurzony, rozwścieczony, smutny i zdezorientowany. Czułem jak łzy poleciały mi po policzku! Nie wiem czy osiągnąłem swój najwyższy punkt ale byłem tam gdzie nigdy nie byłem, tak nisko, tak głęboko w swoim sercu w swoim umyśle.

Znienawidziłem bieganie, powiedziałem sobie „Kończę z tym, ostatni maraton w życiu, nie będę biegał”. Dosłownie pier**iłem wszystko!

Myślę, że w momencie, jak już tak nisko upadłem, a może sam siebie prowokowałem aby zejść tak nisko, wreszcie sięgnąłem dna i odbiłem się od niego! Spadałem bardzo szybko, a wchodziłem powoli i także się potykałem, lecz szedłem dalej, metr za metr, wdech za wdech!

Dobiegłem z czasem 4:38:30 h. Czas gorszy o 3:30 minuty z maratonu we wrześniu 2014.

11202756_851065851629682_676037114_o

Początkowe myśli były, że zawiodłem sam siebie, nie podołałem wyzwaniu, nie wytrzymałem do końca, zawiodłem moich bliskich! Pomimo wszystkich tych myśli, byłem wewnątrz siebie zadowolony, ponieważ nie zszedłem z trasy, zakończyłem to, wykonałem zadanie! WYKONAŁEM NAJTRUDNJESZY TRENING W ŻYCIU! Po rozmowie z moją dziewczyną, która mi gratulowała i myślę, że nie z tytułu litości ale odwagi i siły, że się nie poddałem! Po raz kolejny zrozumiałem, że….

NIE WAŻNY JEST CEL, WAŻNA JEST DROGA JAKĄ PODĄŻASZ!

Wiem, możesz powiedzieć, tak przegrałeś i szukasz usprawiedliwień! Też tak myślałem ale to nie to! Czy szukam uznania, nie to także nie to. Czy szukam litości i boję się przegranej, nie to także nie to. Zrozumiesz mnie w momencie jak sam miałeś taką sytuację, że byłeś tak nisko i wstałeś. W jednym utworze „WWO – nie pisz czarnych scenariuszy”, możesz posłuchać w pierwszych słowach, o tym właśnie śpiewa sam Sokół.

11196601_851065894963011_486235705_o

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem sam w tej walce, lecz takich jak ja jest wielu. Piszę Tobie o tym, abyś wiedział, że zawsze możesz dać radę. Zawsze możesz wyjść z każdej opresji, jaka Ciebie spotka. Wspomniałem o tym w swoich artykułach i wielokrotnie powtarzam na coachingach/szkoleniach, że “NIE MA WIĘKSZEGO PROBLEMU OD CIEBIE!”. Wymaga to jedynie większego wysiłku. Jeśli zszedłbym z trasy, zatrzymałbym się na poziomie jakim byłem przed maratonem. Jednak złamałem siebie, swoje obawy wygnałem demony i zbudowałem siebie na nowo, aby już na końcu drogi być kimś nowym! Hmmm…. jak to pięknie brzmi, kiedy to czytasz, lecz kiedy zejdziesz tak nisko, zrozumiesz kim tak naprawdę jesteś! Kiedy wracałem do domu z moimi Runners Mate Triathlon Koszalin (oni także biegli w tym maratonie), powiedzieli mi dwie ważne kwestie.

– dobiegłeś do końca i nie padłeś na trasie (po trasie mijało mnie około 8 karetek i widziałem około 15 leżących),

– dobiegłeś do końca bez żadnej kontuzji,

Kiedy opowiadam przebieg zdarzeń z tego maratonu moim znajomym, którzy biegli także maraton albo chociaż półmaraton, to cierpliwie słuchają do końca. Widać po ich słowach i formułowanych zdaniach, że rozumieją i wiedzą jak to jest! Zawsze na końcu gratulują! Natomiast osoby, które nie biegają i słuchają mojej wypowiedzi, mówią A co tak słabo, co się stało? Widać brak zrozumienia (oczywiście nie mam do Was pretensji, to moja subiektywne postrzeganie :)). Oczywiście są także osoby, które dobrze mnie znają (nie biegające) i także słuchają do końca! Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali i mi dopingowali podczas biegu i gratulowali po. Jedno bardzo dobre stwierdzenie usłyszałem od mojego Runners Mate Artura Paciorka “Gratulacje! Takie starty najwięcej uczą. Zasłużyłeś na dużego browara i coś porządnego do jedzenia!” Dzięki Artur za te słowa :)!

Artur – Podróż była długa do domu, a nie ukrywam, że piwo dobrze zadziałało na bolące nogi a posiłek dodał energii.

Dostałem jeszcze jedno hasło od doświadczonego mojego Runners Mate Piotra Ciupińskiego “Paweł, czasem jak za bardzo chcesz to organizm odmawia, to się zdarza. Ważne aby się nie poddawać”.

898976_851065611629706_2122098289_o

Czasem jeśli zbytnio skupisz się na celu, zapominasz o całej drodze jaką masz pokonać. Mamy wielkie cele i marzenia, lecz często wizualizując te końcowe efekty zapominamy o drodzę jaką mamy wykonać. Myślę, że także często jest tak, że chcemy mieć coś dużego/ogromnego i wspaniałego, lecz zapominamy o jednej ważnej rzeczy! Co możesz dać w zamian, wielkie cele wymagają wielkiego zaangażowania, jak Ty jesteś w stanie się zaangażować, aby być tam gdzie są Twoje marzenia!

Nie będzie łatwo, LECZ WIEM, ŻE WARTO! WIEM, CO ODE MNIE BĘDZIE WYMAGAŁO ŻYCIE I NIE PRZYGOTUJE SIĘ NA TO, NIE DAM SIĘ ZASKOCZYĆ!

11180462_851065808296353_608191525_o

Lecę dalej aby wejść na wyższy poziom, zupełnie jak na tym zdjęciu!

Na zdjęciach się uśmiechałem ale pomiędzy… walczyłem!

PS: załączam Tobie moje nagranie, jest tam parę wulgaryzmów i jest ono amatorskie, lecz wykonywałem to dla siebie i przy użyciu zwykłego telefonu. Można? Można!

PS2: za jakiś czas napiszę o tym także, jak ważna jest równowaga w sporcie i życiu aby jedno i drugie nie obniżało Twoich ambicji i osiągów!

ZDJĘCIA: Dzięki uprzejmości ONE MOMENT STUDIO! DZIĘKI MAREK!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*